Listopad upłynął nam pod znakiem doświadczeń. Obserwowaliśmy reakcje chemiczne, uczyliśmy rodzynki skakać, zmiękczaliśmy jajko, bawiliśmy się kolorami i ogniem... a wszystko to w ramach kolejnej odsłowny Dziecka na warsztat.
Nowy rok szkolny, nowe wyzwania, nowa edycja Dziecka na warsztat! Gdy pojawiła się informacja o zapisach do kolejnej, trzeciej już edycji, Dziecka na warsztat, nie zastanawialiśmy się ani chwili. W tym roku dziewczynki są już nieco starsze, Myszka wykazuje coraz więcej chęci do współpracy więc mam nadzieję, że będziemy się dobrze bawić i przy okazji dziewczynki się czegoś nauczą, ja pewnie też.
Październikowe Dziecko na warsztat przeniosło nas do gwiazd. Bawiliśmy się astronomią , a głównie planetami. Co najważniejsze na zabawie się nie skończyło, Myszka potrafi wymienić większość planet, wiele w prawidłowej kolejności, wie na której z nich mieszkamy i że wszystkie planety krążą w okół Słońca.
Jedliście w dzieciństwie słodziutkie szyszki zrobione z dmuchanego ryżu i krówek ? Ja jadłam i doskonale pamiętam nie tylko ich smak, ale także przepis znajdujący się w książce o domowym przedszkolu. (Mam duży problem ze zlokalizowaniem tej książki, ale jak mi się uda to dołączę w tym miejscu jej zdjęcie).
Halloween, andrzejki, a niedługo karnawał. Powód do fajnej imprezy zawsze się znajdzie. Ale jeśli ktoś nie lubi jednak zbyt dużego hałasu, tłumu ludzi i gwaru to może sobie zorganizować imprezę przy planszówce.
W listopadzie tematem przewodnim twórczego wydania Dziecka na warsztat było szkło . Początkowo długo się zastanawiałam co mogę zrobić z dziewczynkami, ale ostatecznie stworzyłyśmy całkiem sporo fajnych rzeczy.
Narzekałam ostatnio, że nie mam na nic czasu, ale jak Zara Traveller ogłosiła projekt podróżniczy to jakoś nie mogłam mu się oprzeć i się przyłączyłam. A co tam, przecież nie muszę sypiać. Projekt jest dość intensywny, bo nowe posty powinny się pojawiać raz w tygodniu. Nie wiem czy dam radę pracować w takim tempie, ale przynajmniej spróbuję, choć kilka zdań może uda mi się sklecić na każdy z tematów.
Hahaha...kapitalne, pozdrowionka i milutkiego Wam życzę szczególnie tatowi ;)
OdpowiedzUsuńDziękuję, przekażę :)
Usuńhahahaha super !!!
OdpowiedzUsuńzoo w Chorzowie pamiętam i miło wspominam z dzieciństwa. Co roku mnie tam rodzice zabierali.
Kiedyś było lepsze, niestety teraz jest raczej puste, bardzo mało zwierząt było.
UsuńDzieciaki mają niesamowite skojarzenia :)))))
OdpowiedzUsuńZawsze jestem pod wrażeniem jak szybko i w jakich konfiguracjach potrafią łączyć różne fakty.
UsuńPadłam- dzieciaki są cudowne :D
OdpowiedzUsuńSzkoda, że później to zanika.
UsuńHaha, jaka ona urocza :D
OdpowiedzUsuńPo mamusi :)
UsuńHehehehe :) Uśmiałam się :) Całe szczęście, że jednak Twojemu M. udało się uniknąć tego okrutnego losu i pożarcia ;)
OdpowiedzUsuńGdyby teraz się urodził w tym ZOO to nawet nie miałoby go co pożreć.
UsuńUwielbiam takie logiczne myślenie dzieciaczków;)))
OdpowiedzUsuńSą bazbłędne.
UsuńAleż się uśmiałam. Jak dobrze, że Tata Dziewczynek wyszedł cało z bliskiego spotkania z dziką zwierzyną :)
OdpowiedzUsuńBardzo dobrze :)
UsuńAhahahahahaha!!!!! Mocne :D
OdpowiedzUsuń:)
UsuńHihi, no szczęście miał, że go nikt nie zjadł:D
OdpowiedzUsuńWielkie szczęście :)
Usuń