Przejdź do głównej zawartości

Być matką w teorii i praktyce

   
     Przed pojawieniem się w domu dziewczynek, jak chyba większość przyszłych rodziców, miałam jasno i precyzyjnie określone ramy wychowawcze.  

1. Żadnych pampersów, tylko pieluchy tetrowe.
2. Nie zmuszać dzieci do jedzenia.
3. Ograniczać im słodycze.
4. Brak telewizji.
5. Aktywne spędzanie czasu.
6. Telefon służy tylko do rozmowy.
7. Do łóżka między 19-tą a 20-tą.
8. Zasypiają i śpią w swoich łóżkach. 
9. Wspólny front z mężem.
10. Nie krzyczymy tylko spokoje i cierpliwie wszystko tłumaczymy!

     Wydawało mi się, że tych kilku zasad nie będzie problemu przestrzegać. Jednak teoria teorią, a praktyka praktyką. Życie zweryfikowało moje postanowienia, niektóre bardzo szybko, inne trochę później, choć muszę przyznać, że o niektóre dzielnie walczę do dziś i całkiem nieźle mi to idzie. 

1. Żadnych pampersów, tylko pieluchy tetrowe.
     Chyba nie muszę pisać jak szybko się poddałam, a właściwie to nawet nie wcieliłam w życie tego postanowienia. Na początku był ogólny chaos i uczenie się jak zajmować się nagle dwójką dzieci więc nawet przez myśl mi nie przeszło bawić się w pieluchy tetrowe. Później postanowiłam nie stresować kolejnymi zmianami dziecka, które i tak dużo przeszło w ostatnim czasie. Po kilku miesiącach, gdy przyszło lato, ze dwa razy próbowałam wrócić do swojego postanowienia, ale gdy na Kruszynce mokra pieluszka nie robiła żadnego wrażenie znów porzuciłam ten pomysł. Ogólnie rzecz ujmując - poniosłam na tym polu spektakularną klęskę. 

2. Nie zmuszać dzieci do jedzenia.
     Tego się trzymam. Panuje u nas zasada "nie chcesz nie jedz". Dziewczynkom nie wolno bawić się jedzeniem, ale gdy nie mają ochoty czegoś zjeść to po prostu mają odłożyć talerz i powiedzieć "dziękuję" (znaczy Myszka, bo Kruszynka nie mówi więc wystarczy, że odstawi swój talerzyk). Nie ma za to podjadania między posiłkami, jak nie zjadły np. śniadania to muszą czekać na zupkę. Wyjątkiem są tu owoce, które mogą jeść o każdej porze więc np. banan bez problemu im wystarcza gdy nagle zgłodnieją.

3. Ograniczać słodycze.
     Ze słodyczami to różnie bywa. Ogólnie jest zasada, że jedna czekoladka po zjedzonej zupce i jedna po zjedzonym drugim daniu (czyli w praktyce jest przeważnie tylko ta po zupce). No ale tu dziadek da jakiegoś żelka, tu babcia galaretkę, albo matkę tak skręca za czekoladką, że jest w stanie złamać własne zasady :)
     Są też oczywiście liczne wyjątki, takie dni kiedy dziewczynki mogą jeść słodycze praktycznie bez ograniczeń: urodziny, święta, wycieczki, itp. ważne "okoliczności łagodzące", czyli praktycznie większość weekendów :) Choć na swoje usprawiedliwienie dodam, że wyciągamy na stół ograniczoną ilość przekąsek, chipsy i inne smakołyki lądują na stole, gdy dzieci są już w łóżkach.

4. Brak telewizji.
     Myślałam, że ciężko będzie mi się trzymać tej zasady, bo przecież byłam uzależniona od telewizora! Pierwsze co zawsze robiłam po  wejściu do domu to włączenie go. Nie musiałam nawet oglądać niczego konkretnego, ważne żeby chociaż był włączony. Po pojawieniu się w domu dzieci zmieniło się to zupełnie. Telewizja jest tylko u babci. Gdy u nas są bajki oznacza to tylko jedno: dopadła nas choroba i trzeba dzieci jakoś zatrzymać choć na chwilę w łóżku.

5. Aktywne spędzanie czasu.
     Tego punktu trzymamy się wszyscy z wielką przyjemnością: podróżujemy, zwiedzamy, spacerujemy, poznajemy, oglądamy, malujemy, rysujemy, kleimy, wycinamy i robimy wiele różnych rzeczy, które pozwalają nam spędzić miło czas w rodzinnym gronie.

6. Telefon służy tylko do rozmowy.
      Starałam się aby córeczki kojarzyły telefon tylko z rozmowami, ale one już doskonale wiedzą, że to małe urządzenie kryje w sobie wiele możliwości. Dzielnie walczę z grami i aplikacjami dla dzieci - o ich istnieniu dziewczynki nie mają pojęcia, ale You Tube: piosenki i Świnka Peppa nie raz były już w użyciu. Jak tatuś zostaje z dziećmi to często ratuje się telefonem. Zdarzały się też sytuacje, że You Tube i Świnka Peppa ratowały nas, a raczej osoby w naszym otoczeniu przed atakiem krzyku np. w samolocie :)
     
7. Do łóżka między 19-tą a 20-tą.
      Ta zasada sprawdza się znakomicie, pod warunkiem, że rodzice się jej trzymają.  Klika razy zdarzyło się nam przesunąć trochę pójście spać i źle się to skończyło, był płacz, histeria i ogólne wybicie ze snu. Gdy działamy według utartego schematu dzieci zasypiają bez problemu. Na początek kolacja, nastęnie kąpiel z kaczkami lub szybki prysznic, później wskakujemy w piżamki, myjemy ząbki i idziemy do łóżek. W łóżkach modlitwa, bajka na dobranoc przeczytana przez mamę i buziak przed zgaszeniem światła. Nic skomplikowanego, a sprawdza się rewelacyjnie.  
     Na szczęście na wyjazdach dziewczynki zasypiają bez tego rytuału i nie trzymają się sztywno godziny 20-tej.

8. Zasypiają i śpią same w swoich łóżkach. 
     Z zasypianiem, jak pisałam wyżej, nie ma problemu, trochę gorzej wygląda sytuacja gdy któraś z dziewczynek obudzi się w nocy. Do Kruszynki zawsze wstaje tatuś, bo Mała jak tylko widzi mamusię to krzyczy wniebogłosy, bo wie, że mama dla świętego spokoju weźmie ją do swojego łóżka. Przy Myszce mama też już dawno skapitulowała, kiedyś potrafiłam siedzieć z nią nawet godzinę czekając aż ponownie zaśnie, teraz od razu kładę się do jej łóżka i przeważnie zasypiam wcześniej niż ona. W przeciwieństwie do większości rodziców, i w zupełnym zaprzeczeniu do własnych zasad, uczę Myszkę, że jak się obudzi w nocy i nie może ponownie zasnąć ma przychodzić do łóżka rodziców. Może nie jest to zbyt wychowawcze, ale jakie wygodne :)

9. Wspólny front z mężem.
     To nie moja wina, że tata ciągle się myli :) 

10. Nie krzyczymy tylko spokoje i cierpliwie wszystko tłumaczymy!
     Staram się, bardzo się staram, ale muszę szczerze przyznać, że nie zawsze mi to wychodzi. Zdarza mi się stracić cierpliwość gdy po raz setny mówię: "nie duś kota" czy "nie gryź siostry". Ale pracuję nad sobą. 

     Za dwadzieścia lat okaże się czy moje zasady się sprawdziły.

Komentarze

  1. Zwłaszcza punkt 9 brzmi rewelacyjnie :) Ale radzicie sobie super :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha,9 punkt mnie rozłożył na łopatki.
    Masz kota anioła:) Panna Miau aż tak tolerancyjna by nie była:D A siostra się nie odgryza?:D
    Pozdrowienia dla Was:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasz kot ma anielską cierpliwość i zero instynktu samozachowawczego. A siostra? Długo była za mała żeby się odgryźć, ale coraz bardziej się wyrabia :)

      Usuń
  3. U nas bajki są, choć do pewnego czasu zarzekałam się, że nie włączę tv przynajmniej przez pierwsze dwa lata życia Olusia. Życie weryfikuje nasze wyobrażenia. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ha ha punkt 9 :D :D miałam bardzo podobne zasady, kilku się trzymam do dnia dzisiejszego :)

    OdpowiedzUsuń
  5. To i tak całkiem spore sukcesy macie we wprowadzaniu zasad "sprzed" :) Ja się muszę przyznać, że odkąd mi się dzieci urodziły to sporo zmnieniłam w myśleniu o wychowaniu. Ale nie na tej zasadzie, że w dalszym ciągu uważam, że coś jest dobre, a po prostu nie jestem w stanie tego wyegzekwować na co dzień. (Co nie znaczy, że takich sytuacji też nie ma - wiadomo, matka też człowiek;) Tylko naprawdę, rzeczy, które kiedyś wydawały mi się dobre i słuszne, teraz wydają mi się bez sensu. A w rzeczach, które uważałam, za złe - odkryłam mądrość, że się tak wyrażę:)
    A co do tego wspólnego frontu rodziców, to też nie zawsze jest dobra zasada. Bo dziecko też powinno wiedzieć, że ludzie mogą się nie zgadzać ze sobą, ale nadal się szanować i powinno uczyć się jak w kulturalny i dobry sposób szukać kompromisu,, rozwiązania - czyż nie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej się z Tobą zgadzam, dzieci powinny wiedzieć, że każdy może mieć inne zdanie.

      Usuń
  6. Świetnie to opisałaś :) prawie jak u nas :) prawie, bo nie wpadłabym na pomysł, aby rezygnować z pampersów ;) ale reszta dokładnie jak my :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeśli chodzi o punkt 1, bardzo szybko odpuściłam.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Dziecko na warsztat - Doświadczenia

     Listopad upłynął nam pod znakiem doświadczeń. Obserwowaliśmy reakcje chemiczne, uczyliśmy rodzynki skakać, zmiękczaliśmy jajko, bawiliśmy się kolorami i ogniem... a wszystko to w ramach kolejnej odsłowny Dziecka na warsztat.

Piasek kinetyczny

      Moje dziewczynki, jak chyba większość dzieci, bardzo lubią bawić się piaskiem . Robić babki, budować zamki , a najbardziej to chyba po prostu przesypywać go z naczynia do naczynia. W zimie, nawet takiej ciepłej jak tegoroczna (pomijając oczywiście te kilka dni mrozu, to u nas temperatura cały czas jest dodatnia) nie chodzimy jednak do piaskownicy. Ale nie trzeba przecież wcale wychodzić na zewnątrz żeby móc pobawić się piaskiem.

Kubuś Puchatek i Przyjaciele. Wielka Księga Opowieści.

      "Już pora wstać wyruszyć z domu, przyjaciela spotkać znów. Miły, okrągły, puchaty, bo to jest mój Kubuś, Puchatek Kubuś..." Kto z nas nie zna Misia o Bardzo Małym Rozumku , o którym jest przytoczona powyższa piosenka?

Postanowienia noworoczne

       Rzucę palenie.      Schudnę.      Znajdę lepszą pracę.      Zacznę oszczędzać.      Będę się zdrowo odżywiać.      Wyjadę w podróż marzeń.      Będę lepszym człowiekiem.      Będę mieć zawsze posprzątany dom.      Więcej czasu poświęcę bliskim.      Zapiszę się na siłownię.

Słodki smak dzieciństwa - szyszki

     Jedliście w dzieciństwie słodziutkie szyszki zrobione z dmuchanego ryżu i krówek ? Ja jadłam i doskonale pamiętam nie tylko ich smak, ale także przepis znajdujący się w książce o domowym przedszkolu. (Mam duży problem ze zlokalizowaniem tej książki, ale jak mi się uda to dołączę w tym miejscu jej zdjęcie).

Dziecko na warsztat - Matematyka

      Matematyka - królowa nauk . Nie mogło jej więc zabraknąć także w Dziecku na warsztat.  

Dziecko na warsztat - Astronomia

     Październikowe Dziecko na warsztat przeniosło nas do gwiazd. Bawiliśmy się astronomią , a głównie planetami. Co najważniejsze na zabawie się nie skończyło, Myszka potrafi wymienić większość planet, wiele w prawidłowej kolejności, wie na której z nich mieszkamy i że wszystkie planety krążą w okół Słońca.

Świąteczne ciasteczka

źródło      Święta coraz bliżej, czas zatem zabrać się za świąteczne wypieki. U nas w domu kruche ciasteczka rozchodzą się jak przysłowiowe świeże bułeczki więc musimy mieć spory ich zapas.

Wystrzałowo - Sylwestrowo, czyli tworzymy fajerwerki

     Kolejny rok dobiega końca. Wiem, że zabrzmi to bardzo banalnie, ale nie mam pojęcia kiedy to zleciało. Dopiero świętowaliśmy nadejście 2016 roku, a już nadszedł czas aby go pożegnać.

Dziecko na warsztat - Szkło

      W listopadzie tematem przewodnim twórczego wydania Dziecka na warsztat było szkło . Początkowo długo się zastanawiałam co mogę zrobić z dziewczynkami, ale ostatecznie stworzyłyśmy całkiem sporo fajnych rzeczy.

Facebook